Sobotnia premiera opery Philipa Glassa według noweli Edgara Allana Poe otwiera cykl "Terytoria w Operze Narodowej. Nie przez przypadek awangardowy cykl "Terytoria" otwiera "Zagłada domu Usherów". Przezroczysta muzyka Philipa Glassa idealnie współgra z operową strategią Mariusza Trelińskiego, w której dźwięki winny przede wszystkim nie przeszkadzać teatrowi.
Proza Edgara Alana Poe stała się podstawą ósmej spośród 23 oper popularnego amerykańskiego minimalisty, które powstały na przestrzeni ostatnich trzech dekad. Nie trzeba mistrza arytmetyki, by stwierdzić, że mowa o najbardziej płodnym i najczęściej grywanym twórcy współczesnego teatru muzycznego. Paradoks polega na tym, że status klasyka a zarazem rewolucjonisty gatunku zawdzięcza Glass dosłownie jednemu dziełu, które w ogóle nie miało być operą. Debiutancki "Einstein na plaży" (1976) - rzecz pozbawiona akcji, libretta i arii, z głosami recytującymi ciągi liczb lub bezsensownych zdań - powstał jako totalna ilustracja dźwiękowa dla "teatru postdramatycznego" Roberta Wilsona. "Einstein" trafił na deski prestiżowej Metropolitan Opera tylko dlatego, że była to jedyna scena zdolna sprostać wymogom monumentalnego dzieła. Ku zaskoczeniu swoich twórców stał się jednak bezprecedensowym sukcesem. Wielogodzinne ciągi audio - wizualnych figur - hipnotyzu